czwartek, 23 stycznia 2014

Gdy wóda jest jak woda...

    "Pod mocnym aniołem"
      U  Smarzowskiego alkohol przewijał się we wszystkich filmach. No bo czyż można sobie wyobrazić "Wesele" bez wódki, trzeźwego milicjanta w czasach komunizmu, czy wizyt w domach publicznych i awantur policjantów z "Drogówki" bez jakiegokolwiek płynnego "napędzacza"?. Nie sądzę, a jako, że pan Wojciech wady Polaków bardzo lubi, tak i tym razem wziął na warsztat to z czego nasz naród słynie ale i czego tak właściwie mógłby się zacząć wstydzić. Więc...
     Jerzy. Jerzy jest pisarzem. Świetnie włada polszczyzną, potrafi swoją mową oczarować niejedną kobietę, o czym się wielokrotnie przekonamy w trakcie seansu. Jest również alkoholikiem. Wydał nawet książkę, opisującą jego zmagania z nałogiem. I film właśnie o tym jest. O nieustannej walce z alkoholizmem, życiem ograniczonym do trzech miejsc: własnego mieszkania, baru "Pod mocnym aniołem" i ośrodka leczenia dla alkoholików do którego Jerzy wraca po jakiejś "większej akcji". W samym sanatorium poznając kolejnych uzależnionych, otrzymujemy całą paletę różnych odcieni skutków alkoholizmu, od chodzenia na czworakach po gołym asfalcie zaczynając, na zwymiotowaniu na własnego szefa kończąc.
     Alkohol. Alkoholu nie muszę nikomu przedstawiać, ani tym bardziej prezentować działania skutków jego zażywania bo zna to każdy. Jedni poznali je na własnej skórze, inni byli tylko obserwatorami. Dla Jerzego alkohol jest częścią życia. To właśnie dzięki uzależnieniu ma temat na książkę i staje się sławny. Także alkoholowi "zawdzięcza" poznanie swojej przyszłej ukochanej, a kwintesencję tego wniosku otrzymujemy już nawet z samych ust bohatera podczas pijackiego wyznawania miłości swej lubej. Alkohol jest więc definitywnie ważną częścią życia Jurka.
     Czas. Czas, jak sam Smarzowski przyznał, jest ważnym tematem "Pod mocnym aniołem". Spotykamy bowiem brak spójności między następującymi po sobie zdarzeniami. Nie wiemy co było przyczyną a co skutkiem, które wydarzenie wpłynęło na które. Jest to odzwierciedlenie prawdziwego życia alkoholika, który przez nałóg sam traci poczucie czasu.

     Żadnych niespodzianek co do obsady i tym razem nie było, otóż mamy stałą, zaufaną ekipę, która stała się już zgraną trupą w cyrku Smarzowskiego. Dorociński, Kuna, Jakubik, Preis, Braciak, Dyblik a nawet na chwilkę pojawił się Topa. I najważniejszy z nich: Robert Więckiewicz, który niejednym się już przejadł, lecz nie mi. W tym filmie uwierzyłem, że Jerzy odgrywany przez pana Roberta jest alkoholikiem. Ogromny szacunek zarówno dla aktora jak i dla reżysera, że potrafili oddać tak realistycznie stopień upodlenia, ukazać to dno, którego dotyka większość alkoholików. Kilkakrotnie zastanawiałem się też czy Więckiewicz na pewno był trzeźwy w momencie kręcenia niektórych scen?
   Scenariusz oparty jest na podstawie powieści Jerzego Pilcha pod tym samym tytułem. Spotykamy w filmie mnóstwo zabiegów słynnych dla stylu Smarzowskiego. Końcowe oddalenie kamery, charakterystyczna i chaotyczna muzyka, czy kamera "z ręki" to cechy z którymi od razu kojarzymy filmy pana Wojciecha. Podczas seansu można też zauważyć kilka nawiązań do poprzednich jego filmów, ale tę frajdę zostawiam już Wam.
   Podsumowując, "Pod mocnym aniołem" jest filmem brutalnym, obrzydliwym i niestety przez to bardzo realistycznym. U Smarzowskiego wóda od razu kojarzona jest z impulsywnym seksem, wymiotami, brudem i zniszczeniem. A tego mamy w tym dziele pod dostatkiem. Film jest świetnym obrazem destrukcji  i przestrzegam przed oczekiwaniami wobec natłoku zabawnych sytuacji, które jako chwyt marketingowy zostały ukazane w zwiastunie. Ten film to nie komedia, choć teksty alkoholików albo ich zachowania wydają się być śmieszne dla nas - obserwatorów. Lecz dla samych bohaterów - uczestników tych wydarzeń może być to niekończąca się tragedia.


8 /10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz