Kadr na siedzącego
na gałązce drozda. Potem widok na tartak, z kominów wydobywa się biały dym. Maszyny
ostrzące ząbki w tarczach do cięcia drewna i w końcu ta jakże charakterystyczna tabliczka przy opuszczonej szosie na tle bliźniaczych gór. „Welcome to Twin Peaks” – głosi napis. Czy jednak to
miasteczko jest tak urocze jak nam to jest przedstawiane w trakcie napisów początkowych kolejnego odcinka serialu?
Niestety nie do
końca. W Twin Peaks bowiem doszło do tragedii: zamordowano młodziutką Laurę
Palmer a także zaginęła jej rówieśniczka, Ronette Pulaski. Do miasteczka
przybywa agent FBI Dale Cooper, z którym będziemy odkrywać zagadkową śmierć
Laury. Z każdym kolejnym odcinkiem coraz bardziej poznajemy zarówno protagonistę
Coopera jak i zwykłych mieszkańców Twin Peaks. I jak na dobry serial przystało,
bohaterów i wątków z nimi związanych jest całkiem sporo, a wśród nich
znajdziemy przestępstwa narkotykowe, liczne romanse (bo co to ma być za serial
pozbawiony miłosnych historii?) czy rywalizacja o wpływy i władzę. Agentowi
Cooperowi będzie pomagać miejscowa policja w składzie: wzbudzającego zaufanie szeryfa
Harry’ego Trumana, naiwnego ale za to bardzo sympatycznego zastępcy Andy’ego oraz posiadającego indiańskie korzenie i instynkt
tropiciela Hawka. Oczywiście wpływ na losy śledztwa będą mieć także inni
bohaterowie, bardziej lub mniej zamieszani w sprawę morderstwa panny Palmer, od
znęcającego się nad żoną Leo Johnsona poczynając, a na samych rodzicach Laury
kończąc.
Serial zaczyna się
dosyć spokojnie. Pierwsze dwa odcinki bardzo smutne i dramatyczne. Mieszkańcy są
zaskoczeni tragedią, opłakują śmierć młodej dziewczyny, a zwłaszcza jej szkolni
przyjaciele: były chłopak James, Audrey czy najlepsza przyjaciółka Laury –
Donna. Akcja zaczyna nabierać tempa gdy to agent Cooper wkracza do akcji. W tej
roli wystąpił Kyle MacLachlan, który przeze mnie będzie już do końca swojej
kariery kojarzony z sympatycznym śledczym. Bowiem bardzo ciężko jest nie
polubić agenta Dale’a. Od pierwszych scen widzimy jego pozytywną energię i
entuzjazm. Również i nam udziela się jego zachwyt nad Twinpeaksowym
przysmakiem, czyli pączkami oraz ciastem wiśniowym. Nie mogę zapomnieć o „damn
good coffe”, bo kawa jak się później okazuje, staje ważnym elementem serialu.
Obecnie jest jednym z symboli kojarzonych z serialem a samym wizerunkom Coopera
często towarzyszy trzymana w dłoni biała filiżanka gorącego napoju. Nawet
pokuszę się o przedstawienie krótkiego wycinka serialu, przedstawiającego
degustację kawy przez agenta Coopera:
Może i scena na nikim nie wywrze wrażenia ale zapewniam, że dopiero po obejrzeniu całego serialu poczujecie tęsknotę za tym
miasteczkiem. I choć minęło kilka miesięcy odkąd ten cudny seans mam za sobą, jednak
„Miasteczko Twin Peaks” działa na mnie dalej i ciągle zmusza do szukania odpowiedzi na
wiele pytań jakie za sobą pozostawiło. Ale o tym w drugiej części…
„Miasteczko Twin
Peaks” wciąga, bo ma przede wszystkim klimat. Któż nie marzył przeprowadzić się
do spokojnej, oddalonej od cywilizacji małej mieściny gdzie może żyć z
wypisanym szczęściem na twarzy, do końca swych dni? I to w dodatku, w iście „kanadyjskim”
stylu, gdyż miasteczko otoczone jest dzikimi lasami oraz zamglonymi górami. Idylliczny klimat szybko się rozwiewa, w
chwili gdy poznajemy mieszkańców Twin Peaks. Widzimy ich problemy, słabości czy
najskrytsze (a może i najmroczniejsze) tajemnice. Postacie są dopracowane,
każda z nich ma określone cechy czy system wartości, którym się kieruje. Scenarzyści
zadbali też o wewnętrzną przemianę niektórych z nich, i tu nasuwa mi się
przykład wspomnianej wcześniej Audrey Horne, która z niesfornej nastolatki
przekształca się w dojrzałą kobietę.
Z biegiem odcinków
nasze postrzeganie się zmienia nie tylko co do bohaterów lecz także do samej
przyrody: lasy okalające miasteczko zaczynają wydawać się złowieszcze,
skrywające tajemnice, a najbardziej niebezpiecznymi zwierzętami stają się nie
wilki czy niedźwiedzie, lecz wszystko obserwujące sowy… Bo przecież „sowy nie
są tym czym się wydają”.
Opis „Miasteczko
Twin Peaks” w jednym poście to jednak zdecydowanie za mało. Wielowątkowość i samo
bogactwo jakim David Lynch obdarzył serial
nie wystarcza do zmieszczenia tego w jednej recenzji. Dlatego zapraszam do
części drugiej…
PS. Taka ciekawostka: 24 lutego 1989 zaczyna się akcja "Miasteczka...", czyli to właśnie dziś przypada 25. rocznica znalezienia zwłok Laury Palmer.
Dzięki pisaniu Wam o Twin Peaks, znów mam okazję „pobyć” trochę w tym miasteczku. I czynię to z największą przyjemnością. Oj tak... Zdecydowanie mogę stwierdzić: ten serial uzależnia...




