Czy pamiętacie zachwyt nad nielegalnymi wyścigami, stuningowanymi samochodami i towarzyszącym kierowcom skąpo ubranymi paniami? W latach 90tych, zdecydowanie przyczyniła się do tej fascynacji seria gier Need for Speed oraz wyprodukowany w 2001 roku film "Szybcy i wściekli". Podobieństw między jednym a drugim jest wiele ponieważ dotyczą tego samego: tuningu samochodów, nocnych wyścigów oraz dokuczaniu policji. Tym razem chciałbym jednak się skupić na produkcjach, które mieliśmy okazję obejrzeć na srebrnym ekranie..."Szybcy i wściekli" opowiadają historię policjanta Briana O'Connera, którego zadaniem jest wniknięcie w środowisko nocnych ścigaczy aby rozpracować kto stoi za serią napadów na ciężarówki przewożących cenne towary. Na szczęście Brian uwielbia samochody i lubi mocno wciskać gaz więc zyskanie szacunku i zaufania w nowej grupie nie będzie dla niego większym problemem. Tam poznaje m.in Dominica Torreto, jego siostrę Mię oraz Lettę, ukochaną Doma.
Ogromny sukces pierwszej części przyczynił się do powstania "Za szybkich, za wściekłych", gdzie Paulowi Walkerowi towarzyszyli m.in Eva Mendes czy Tyrese Gibson. Wielu by mogło zarzucić, że film ten jest słabą kontynuacją ze względu na brak bohaterów z poprzedniej części. Fani tym bardziej mogliby zacząć nienawidzić twórców za "Tokio Drift", czyli trzeci film opowiadający o nielegalnych wyścigach, którego akcja działa się w dodatku w Japonii i niewiele łączyła się z fabułą, którą wcześniej uraczyli nas filmowcy z wyjątkiem końcowej sceny (której oczywiście nie zdradzę). Wszelkie podejrzenia o tym dokąd ta seria zmierza zostały rozwiane gdy wyszło w 2009 roku, czyli trzy lata później po japońskich wyścigach, "Szybko i wściekle", gdzie pojawiła się stara gwardia z Vinem Dieselem jako Dominickiem Torreto na czele. A to za sprawą reżysera Justina Lina, na którego koncie są także "Fast 5" z 2011 oraz ostatnia "Furious 6" mająca premierę w zeszłym roku.
Po słabszej czwartej części będącej wprowadzeniem do dalszych przygód grupy kierowców, w "Szybcy i wściekli 5" otrzymujemy naprawdę solidnego kopa i tę część akurat oceniam najwyżej spośród pozostałych. Dlaczego? Ponieważ pojawiają się kolejne osoby z poprzednich filmów jak postać Hana czy Romana Pierce'a, a dla mnie takie fabularne nawiązania sprawiające, że wszystko "trzyma się kupy" są ogromnym plusem. Seria wówczas wydaje się być zaplanowana i nie ma w niej przypadkowych postaci. Kolejnym atutem jest scenariusz, opierający się na szkielecie typowego "heist movie", czyli: tworzymy grupę, robimy plan, dokonujemy napadu. Osobiście, przepadam za takiego typu filmami a wisienką na torcie zwanym "Fast 5" jest na pewno sama końcowa scena pościgu. Kontynuacja z 2013 roku może już tak nie porywa, jednak stanowi kolejny ważny element w całej tej układance. I oczywiście jest zapowiedzią siódmych "Szybkich i wściekłych".Serii można zarzucić wiele, choćby postać samego Briana, która wydaje się być przede wszystkim mało rozbudowana i chwilami bardzo nijaka, pomimo że to jego najczęściej widzimy na ekranie. Jednak za sprawą odgrywającego ją Paula Walkera wzbudza w nas sympatię i szybko stajemy po jej stronie. Musimy się także przyzwyczaić do naruszania zasad praw fizyki i grawitacji w trakcie scen wyścigów, zwłaszcza w dwóch ostatnich filmach, co niektórym może się wydawać przesadzone i znacznie obniżyć ocenę końcową po seansie. Także nie dało się uniknąć pewnych niedociągnięć w samej fabule, gdy np. nagle dowiadujemy się, że dany bohater jest genialnym hakerem mimo, że w poprzednich filmach nie było o tym mowy.
"Szybcy i wściekli" urzekli mnie jednak wieloma czynnikami. Jeśli chodzi o postacie, to z pewnością wyraźnie nam się tu rysuje Dominic Torreto, który wielokrotnie będzie stawiany przed licznymi dylematami czy też będzie popadać w niejeden konflikt. Wprowadzenie agenta Hobbsa, którego zagrał Dwayne "The Rock" Johnson także dodaje kolorytu serii. Aż miło było patrzeć gdy między tymi dwoma wspomnianymi wyżej mięśniakami dochodzi do bójki. Ciągła obecność scen z pojedynkami na samochody, widok bezradnej policji czy lekki humor nadają tej serii przyjemny ton. Melomani także znajdą coś dla siebie, ponieważ co chwila słychać dobry, amerykański rap w chwilach gdy gasną ryki silników.
Trudno nie wspomnieć o tragicznej śmierci Paula Walkera, który w listopadzie ubiegłego roku zginął w wypadku samochodowym spowodowanym przez jego wspólnika Rogera Rodasa. Walker był wówczas w trakcie dokańczania zdjęć do "Furious 7". Twórcy zapowiedzieli, że film mimo wszystko pojawi się na ekranach kin z pewnym opóźnieniem, a w niedokręconych scenach z O'Connerem Walkera Paula zastąpi jego młodszy brat Cody przy wykorzystaniu odpowiednich sposobów kręcenia (np. dalekie odległości) i zastosowaniu techniki komputerowej. Pierwsza część "Fast and furious" wniosła pewną świeżość do kina sensacyjnego. Będąc jeszcze małymi chłopcami, moje pokolenie po seansie chciało mieć podrasowane fury, być mięśniakami jak Vin Diesel czy brać udział w nielegalnych rajdach po mieście. O posiadaniu Nitro we własnym wozie już nie wspomnę. Taką możliwość dawały wówczas tego typu filmy lub wspomniane wcześniej gry spod znaku "Need for Speed". Komu jednak nie w głowie wciskanie klawiszy przed komputerem bądź otrzymywanie mandatów za przekroczenie szybkości śmiało może sięgnąć po historię Briana O'Connera, jego przyjaciół i ich samochodów. Na pewno się nie zawiedzie.
Wyróżniam część piątą choć całej serii przyznaje 7/10





