Minęło sporo czasu odkąd pisałem na temat jakiejś przeczytanej książki, która zresztą byłaby godna polecenia. Jednym z owoców posesyjnego wypoczynku w trakcie ferii zimowych była książka "Rozdroża" Williama Paula Younga, znanego z przeboju "Chata". Aby wstęp do recenzji można było nazwać solidnym muszę wspomnieć też i o samym autorze.William P. Young jest człowiekiem z ciekawą historią a świadczą o tym już jego same młodzieńcze lata. Rodzice Younga byli misjonarzami a młodziutki Bill miał okazję wychowywać się wśród plemion Dzikich zamieszkujących tereny Papui - Nowej Gwinei. Podejmował się różnych zawodów, był aktorem, DJ-em, a wiara w Boga nakłoniła go nawet do wstąpienia do seminarium. W jednym z wywiadów wspomniał o pewnej traumie z dzieciństwa związanej z wykorzystywaniem seksualnym jakiego doznał od znajomych państwa Youngów. Obecnie jest jednak szczęśliwym ojcem sześciorga dzieci. Śmiało można go nazwać "mistrzem przebaczania" bo właśnie tematykę wybaczania obrał w swoim debiucie literackim pt. "Chata". Książka odniosła ogromny sukces i zwłaszcza wśród środowisk chrześcijańskich stała się obowiązkową pozycją. Mnie również zachwyciła więc podchodząc do kolejnego dzieła Younga miałem pewne obawy, czy aby nie otrzymam odgrzewanego kotleta. Na szczęście zostałem mile zaskoczony.
Bohaterem "Rozdroży" jest Anthony Spencer, bezwzględny biznesmen, który wie czego chce i jak po to sięgać, często dokonując tego kosztem innych. Prowadzi życie samotnego egoisty powoli popadającego w alkoholizm. Jego obecne postępowanie znajduje swą przyczynę w tragicznej przeszłości jednak, jak to lubi Young pokazywać w swych książkach, Bóg nie zważając na to co nas spotkało ciągle czuwa i daje drugą szansę. Pewnego razu Anthony ulega wypadkowi w wyniku którego zapada w śpiączkę. To co wydawać by się mogło końcem tak naprawdę staje się dla niego początkiem pięknej historii osadzonej w dwóch światach - tym ziemskim oraz nadprzyrodzonym.
Podobnie jak przy "Chacie" Young zachowuje pewien schemat: mamy zgorzkniałego, cierpiącego bohatera, który przedostaje się do "równoległej rzeczywistości" gdzie otrzymuje możliwość naprawienia życia swojego oraz innych. Niektórzy mogą marudzić, że większość (jak nie wszystkich) historii związanych z nawracaniem się oraz wiarą w Boga jest przewidywalnych bo zawsze się kończą słowami typu: "odkąd się nawróciłem/łam żyję długo i szczęśliwie". A tak właściwie to nie chodzi o zakończenia tych historii ale o sam proces uzdrawiania, bo zazwyczaj to on jest najciekawszy, co Young zresztą świetnie pokazuje. Nie brakuje mu też pomysłów na to jak można wyleczyć drugiego człowieka.
Ogromnym plusem "Rozdroży" jest obecność Cabby'ego, chłopca cierpiącego na zespół Downa (choć po przeczytaniu tej książki naprawdę zacząłem się zastanawiać czy osoby uznawane za "chore" nie są aby szczęśliwsze i mniej cierpiące od nas, tych "zdrowych"?). Postać ta dodaje bardzo wiele do książki, a fragmenty z jej udziałem czyta się najprzyjemniej. Są to sceny nie tylko zabawne ale także mocno chwytające za serce. Jestem również pełen podziwu dla Younga za świetne ukazanie codziennego zachowania osoby z zespołem Downa, jej sposobu myślenia, gestów czy słów. I najważniejsze - budowania relacji z innymi ludźmi, matką czy samym Anthonym.
Książka na pewno wzbudzi w Was dużo emocji. Young przekazuje nam wiele uśmiechu i nadziei w swojej twórczości. Muszę przyznać, że nie raz w oczach stawały mi łzy wzruszenia. Co prawda książka nie "niszczy emocjonalnie" tak bardzo jak "Chata", ale mamy w niej za to wiele pozytywnego przekazu a także ciepłego humoru.
Gdybym miał się czegoś czepiać, to z pewnością zakończenia. William P. Young nie zastosował mocnego twistera, który mógłby rozłożyć na łopatki niejednego czytelnika, a wręcz przeciwnie, od kilku ostatnich rozdziałów dawał wyraźne znaki, że historia potoczy się tak a nie inaczej. Przez to niestety zamknięcie fabuły staje się przewidywalne. Podobnie jak w "Chacie" musimy się przygotować na nudnawy początek, który po prostu trzeba przebrnąć, ale zapewniam, że warto to zrobić.
Twórczość Younga nie jest na pewno przeznaczona dla osób potępiających wiarę w Boga czy działalność Kościoła. Ciągle obecne nawiązania do nauczania Chrystusa, należą nie tylko do głównych cech obu książek lecz również do ich mocnych stron. "Rozdroża" (tak jak i "Chata") na pewno spodobają się osobom poszukującym oraz zadającym sobie pytania o sens życia czy cierpienia. Ja na pewno kiedyś wrócę do tych książek bo zachęcają do zastanowienia się, czy może faktycznie istnieje ten "Bóg", który ciągle o nas myśli i martwi się gdy wybieramy zło?
8/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz