Już za nami premiera czwartego sezonu "Gry o Tron". Jest to serial stacji HBO, który ostatnimi laty zyskał miliony fanów na całym świecie a także w Polsce. Premiera pierwszego odcinka miała miejsce 17 kwietnia 2011 roku i dość szybko podbiła serca widzów przyczyniając się do rychłego zainteresowania samą serią książek, na podstawie których tworzony jest serial.Saga książkowa zatytułowana "Pieśń Lodu i Ognia" napisana została (i ciągle jest pisana) przez George'a R. R. Martina, którą pierwszą swą powieść zagnieżdżoną w uniwersum krainy Westeros wydał w 1996 roku. Sam próbowałem przebrnąć przez opasłe tomiszcza spod pióra Martina, jednak nie podziałało to na mnie z takim skutkiem, jak zrobił to serial. Albowiem serial, wciąga od pierwszego odcinka.
Fabuła "Gry o Tron" skupia się na kilku władcach wywodzących z różnych rodów panujących na ziemiach kontynentu zwanego Westeros. Jak sam tytuł serialu wskazuje, między poszczególnymi rodami panują zgrzyty i ciągła rywalizacja o to, kto zasiądzie na tronie króla i obejmie władze nad innymi.
Historia zaczyna się od przedstawienia rodziny Starków, którzy rządzą na północnych terytoriach kontynentu. Głowa rodziny - Eddard Stark jest także bliskim przyjacielem króla Roberta Baratheona, który węzłem małżeńskim związał się z Lannisterami, najbardziej pociągającymi ale też znienawidzonymi postaciami całej sagi. To z tego rodu wywodzi się bohater, który według mnie swoim sprytem i inteligencją zaskarbił sobie najwięcej fanów. Chodzi oczywiście o karła Tyriona Lannistera, którego w serialu odgrywa genialny Peter Dinklage. Kolejnymi pretendentami do tronu jest "matka smoków", czyli Daenerys Targaryan, bracia króla Baratheona - Stannis oraz Renly, czy Greyjoyowie zamieszkujących Żelazne Wyspy. Rody więc knują przeciwko sobie, wzajemnie się mordują aby jak najszybciej zastąpić obecnego władcę i zdążyć przed nadchodzącą wieloletnią Zimą.
Przez chwilę jednak możemy się zastanowić co tak naprawdę przyczyniło się do sukcesu "Gry o tron". Po pierwsze spójrzmy na samych twórców. George R. R. Martin stworzył sagę pełną ciekawych postaci, pomysłów czy fabularnych twistów. Po prostu materiał idealnie nadający się do ekranizacji. A tym natomiast zajęli się D.B Weiss oraz David Benioff, scenarzysta "Troi", "Zostań" a także autor genialnej książki i scenariusza na jej podstawie "25. godzina" gdzie w filmie pamiętną rolę odegrał Edward Norton. Oczywiście nad całością projektu dalej czuwa Martin, który od czasu do czasu wywołuje u nas nienawiść (czy to w książce czy w serialu) uśmierceniem którejś z ulubionych postaci. Taki też jest już znak rozpoznawczy tego pisarza - najpierw przyzwyczajamy się do jakichś postaci, zaczynamy im kibicować aby te mogły następnie zginąć w przeróżnych okolicznościach. A hasło reklamowe 4 sezonu "Wszyscy muszą umrzeć" jedynie to potwierdza.
Jeśli mamy mówić o postaciach, trzeba koniecznie zwrócić uwagę na to, że to właśnie one są siłą napędową serialu. Jest ich naprawdę mnóstwo i każda z nich ma swoje motywacje oraz słabości (nawet szlachetny Ned Stark). Jedne są barwne i charakterystyczne jak Tyrion czy jego brat Jaimie, ciągle knujący Littlefinger bądź zadziorna Arya Stark, drugie mogą wydawać nam się mdłe ale to i tak nie przeszkadza w rozrywce jaką zapewnia "Gra o Tron". Ba, a nawet pomaga dostrzec kontrast między poszczególnymi bohaterami.
Kolejna sprawa to smoki. Wszyscy z zapartym tchem wyczekiwali wyklucia się tych małych stworzonek, które z każdym sezonem stają się coraz większe aby wyrosnąć na niebezpieczne stwory zagrażające całemu królestwu. Sam fakt umieszczenia w tej historii smoków był genialnym posunięciem a jeszcze dodanie im pięknej opiekunki - matki Daenerys przyczyniło się do sympatii zwłaszcza męskiej części widowni.
Kolejnym elementem serialu są Zombie. Westeros od Północnych Krain odgradza ogromny Mur, który ochrania "niewinnych" mieszkańców przed plemionami barbarzyńców oraz (bardzo popularnymi ostatnio w naszej kulturze) nieumarłymi. Co prawda jeszcze nie poświęcono im dużej uwagi w serialu ale od czasu do czasu pojawiają się i przypuszczam, że wkrótce przybędą aby na stałe zagościć w królestwie.
Seks i przemoc, czyli to co nas pociąga najbardziej również stanowi ważne tło dzieła spod dłuta Martina i spółki z HBO. Tak, jest brutalnie i niekiedy aż za bardzo erotycznie. Niektóre sceny wywołujące zaczerwienienie są naprawdę zbędne i nie wnoszą wiele do serialu oprócz ukazania tego jak Westeros jest zepsute. Ma to jednak swój urok gdy przypomnimy sobie "chędożenie" z wiedźmińskiej sagi Sapkowskiego, które z kart jego książek czasem wylewało się strumieniami.
Ostatnią rzeczą jest scenariusz. Co poniektóre odcinki jedynie rozwijają intrygi co może nas czasem przynudzać gdy postać A rozmawia z postacią B, potem B z C, a później C z A, ale za chwilę jesteśmy uderzani końcową sceną danego epizodu, która wzbudza w nas ogromne pragnienie pochłonięcia kolejnego odcinka. Należy wspomnieć też o samych dialogach czy gierkach słownych, niektórych zaczerpniętych żywcem z książki, które są na naprawdę wysokim poziomie.
Jak widać "Gra o Tron" zasługuje na uwagę każdego miłośnika seriali. Sukces jaki osiągnęła jest zatrważający i godny pozazdroszczenia. Nie będę zadawać retorycznego pytania, kiedy w naszym kraju będzie mogło powstać dzieło na takim poziomie, choć warunki do tego mamy, źródło z którego można czerpać także, bo wystarczy zajrzeć do prozy wcześniej wspomnianego Sapkowskiego czy Komudy. Póki co jednak warto się zadowolić tym co oferują nam Amerykanie.
9/10
*fragm. utworu pochodzi z: Ramin Djawadi - Game of Thrones Main Theme


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz