"Sekretne życie Waltera Mitty"Jest grupa takich filmów, które uwielbiam, bo nie tylko przedstawiają pewną (ciekawą lub mniej ciekawą) historię, nie tylko występuje w nich ulubiony lub znienawidzony aktor, ale mają jedną fantastyczną cechę- dają życiową motywację, czy to do ruszenia się z domu i wyjścia do ludzi, rozwijania jakiejś swojej pasji czy nawet zapisania się na karate. Wystarczy, że w trakcie oglądania samego dzieła najdzie nas myśl:
"kurczę, też bym tak chciał", to już możemy wiedzieć, iż coś jest na rzeczy. Do takich filmów na pewno będzie więc należeć "Sekretne życie Waltera Mittiego".
Główny bohater, Walter jest człowiekiem z nadzwyczajnie bujną wyobraźnią. Pracuje w magazynie Life, zajmując się edycją i wywoływaniem przysyłanych z różnych stron świata zdjęć. Walt nie wygląda jednak na zadowolonego ze swojego życia, więc się zawiesza niczym "wygodnie otępiały" Pinky z "Pink Floyd The Wall" i patrząc w martwy punkt przenosi się w wyimaginowane sytuacje w których to, nie jest już więcej ofiarą kąśliwych uwag nowego szefa lecz odważnym bohaterem, ratującym z opresji Cheryl - koleżankę z pracy, w której się podkochuje. Gdy stale współpracujący z nim fotograf nie przysyła zdjęcia przeznaczonego na okładkę ostatniego numeru Life'a, główny bohater wyrusza w podróż w celu odnalezienia Sean'a O'Connella i jego brakującej fotografii. Zadanie jest bardzo ważne, bo ma być to ostatni wydrukowany numer Life zanim zacznie być wydawany jedynie w wersji elektronicznej. Oczywiście, jak się później okaże, Walter znajdzie coś o wiele bardziej cenniejszego niż sam negatyw nr 25.
W roli głównej wystąpił znany wszystkim amerykański komik Ben Stiller, który również w "Sekretnym życiu..." spełnił funkcję reżysera. Wyszło mu to całkiem dobrze, naszą uwagę na pewno przykują fantastyczne zdjęcia podczas podróży Waltera do Islandii czy Afganistanu. Kilkakrotnie byłem miło zaskoczony, bo Stiller zabawił się konwencjami, zarówno parodiując inne filmy bądź toposy wrosłe w hollywoodzkie kino jak i dodając nowe pomysły - i tu przypomina mi się scena przeszukiwania Waltera przez policjantów na lotnisku. Pamiętać trzeba też o Seannie Pennie, odgrywającego postać O'Connella, rządnego przygód fotografa i szalenie odważnego przyjaciela Waltera Mittiego. Scena z Pennem jest krótka, jednak bardzo treściwa i co ciekawe, jest po prostu bardzo zwyczajna, pozbawiona patosu i biegu do siebie w zwolnionym tempie dwóch utęsknionych, bliskich sobie osób.
Nie zapominajmy też o muzyce czy efektach specjalnych, bo to również stanowi ważną siłę napędową filmu. Choć film reklamowany jako "nowy Forrest Gump" niestety ma duże braki pod względem scenariusza. A bez ścieżki dźwiękowej i obrazów CGI (stworzonych jedynie za pomocą komputera), film by nudził. I choć muszę przyznać, że zwiastun jak i plakat promujący mnie totalnie przekonały i mocno zachęciły do "Sekretnego życia Waltera Mittiego" , niestety po seansie trochę się zawiodłem. Mimo że film trwa około dwie godziny, to jednak brakowało mi ostatecznie tej przygody, podczas której stopniowo dochodziłoby do przemiany głównego bohatera. Pomimo wszystko można ten film obejrzeć, znajdziemy w nim bowiem i trochę wygłupów Stillera, i odrobinę akcji czy momenty wzruszenia bądź zadumy. Natomiast ja znalazłem w sobie zazdrość do Waltera Mittiego myśląc to wspomniane wyżej: "kurczę, ja też tak chcę". Film więc
zdecydowanie motywuje do rozpoczęcia podróży po swoje życiowe cele, a ja zacząłem od małych kroczków, choćby i pierwszym z nich mogłoby być napisanie tej recenzji.

warto iść do kina czy polecasz obejrzeć jednak w zaciszu domowym?
OdpowiedzUsuńMyślę, że dobry telewizor albo odtwarzacz blue-ray (żeby oko nacieszyć) i to wystarczy do pełni szczęścia ;)
OdpowiedzUsuń