Podobno każdy mężczyzna powinien sobie pozwolić na chwilę słabości. Wczoraj był Dzień Kobiet więc pomyślałem, że to będzie idealna pora na spędzenie wieczoru z jakimś dobrym filmem i piwkiem w ręku. Wspomniana wcześniej słabość wiąże się z tym, że wybrałem komedię romantyczną a do piwa... dolałem sok. No cóż, jeden dzień w roku chyba można, nie?"Kiedy Harry poznał Sally" jest filmem z 1989 roku i według mnie przełomowym dziełem w dorobku Meg Ryan, której kariera rozwinęła się w latach 90' na dobre, towarzysząc Tomowi Hanksowi, Nicolasowi Cage'owi czy Russelowi Crowe. Dla mnie, jest to aktorka - symbol kina romansowego sprzed ubiegłej dekady. Tym razem, w omawianym przeze mnie filmie występuje obok niej (jeszcze młody, szczupły i zaskakująco przypominający Johnny'ego Deppa) amerykański komik Billy Crystal.
Nie muszę pisać, że jest to historia miłosna, więc najlepszym rozwiązaniem będzie, jeśli opiszę JAK do zaistnienia tego romansu doszło. Otóż, Harry i Sally poznają się pierwszy raz w liceum. Ich znajomość jednak nie rozkwita, Sally jest perfekcjonistką, natomiast Harry ma intrygujący światopogląd, którym bardzo lubi się chwalić. Raczej czują do siebie niesmak niż sympatię. Jednak los niekiedy wydaje się wredny i bohaterowie spotykają się po raz drugi, po pięciu latach, całkiem przypadkowo na lotnisku. Głębszą znajomość dopiero zawiążą po kolejnym odstępie czasu (tak tak, znowu po pięciu latach), tym razem oboje są w trakcie rozstania z obecnymi partnerami (przypadek? a skąd!) i zaczynają się... przyjaźnić.
Przyjaźń damsko-męska jest jednym z głównych tematów filmu, a zderzamy się z tym już na samym początku, w trakcie wysłuchiwania monologu Crystala, który oczywiście zaprzecza, iż taka relacja miałaby prawo kiedykolwiek zaistnieć. Mimo, że dywagacje Harry'ego bardzo irytują Sally, nam słucha się ich bardzo przyjemnie. Zresztą, ja uwielbiam zawarte w filmach tego typu rozmowy. Z pewnością scenariusz i dialogi należą do atutów tego filmu, który posiada inteligenty humor, sprawiając tym samym wrażenie, jakbyśmy oglądali Woody'ego Allena (mocne skojarzenia z genialnym "Annie Hall"). Zapewniam Was, że nie raz się uśmiejecie na tym filmie.Na pewno zwrócicie uwagę na "tło" jakie dla Ryan i Crystala stworzyli ich filmowi przyjaciele grani przez Bruno Kirby'ego i Carrie Fisher. Kirby posiada sympatyczną aparycję a odtwórczyni pamiętnej księżniczki Lei z "Gwiezdnych Wojen" nie da się nie lubić. Również oboje biorą udział w świetnej scenie rozmowy telefonicznej. Takich smaczków jest więcej, jak np. scena udawania orgazmu przez Sally w restauracji, należąca już do kultowych. Także miłym rozwiązaniem od twórców filmu są historie opowiadane przez pary z wieloletnim stażem.
"Kiedy Harry poznał Sally" na pewno nie jest filmem koniecznym do obejrzenia. Jednak jeśli jest się fanem Meg Ryan lub po prostu ma się ochotę obejrzeć jakąś komedię romantyczną na dobrym poziomie to i owszem, z czystym sumieniem mógłbym polecić właśnie ten film. A powyższą recenzję dedykuję wszystkim moim czytelniczkom, które wczoraj przeżywały swoje święto. Bajo!
7/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz