wtorek, 12 sierpnia 2014

"Kapitanie, mój kapitanie!"

    Dziś rano dowiedziałem się o śmierci Robina Williamsa jednego z najwybitniejszych amerykańskich komików oraz aktorów przełomu XX i XXI wieku. Z początku pomyślałem, że to głupi żart. Media nie raz kogoś niechcący uśmiercały. Niestety, news okazał się prawdą.
    Robin Williams był aktorem wyjątkowym. Dzięki poczuciu humoru oraz ciepłemu uśmiechowi jakim potrafił obdarzać nas z ekranu świetnie spisywał się w filmach dla dzieci. Dość mocno pamiętam go z takich filmów jak: genialna adaptacja "Piotrusia Pana" pt. "Hook", sympatyczna "Pani Doubtfire" czy przygodowe "Jumanji".
    Wystąpił w sporej liczbie komedii i również zapamiętamy go jako mistrzowskiego stand upera. Także odnajdywał się w dramatach, a większość z nich dziś są uznawane za filmową klasykę. Koniecznie teraz muszę  przywołać "Przebudzenia", "Stowarzyszenie umarłych poetów" czy "Buntownika z wyboru".
    Potrafił wzruszać oraz siać uśmiech na twarzach widzów nawet wtedy, gdy powinno być nam smutno. I tu należy wspomnieć o tytułowej roli w "Patch Adams" czy świetnym "Fisher Kingu" gdzie grał wzbudzającego sympatię, bezdomnego szaleńca. Natomiast jego niezwykły talent do improwizacji i parodiowania możemy ujrzeć w komediodramacie wojennym "Good Morning Vietnam". Nie do końca jednak można było zaufać jego sympatycznej twarzy o czym przekonaliśmy się oglądając thillery "Zdjęcie w godzinę" czy "Bezsenność" Christophera Nolana.
    Odszedł w tym roku kolejny, po Phillipie Seymourze Hoffmanie, wybitny aktor. Kolejny który cierpiał na depresję oraz miał problemy z narkotykami. Nawiązując do mojej wcześniejszej recenzji "Mulholland Drive" i smutnego przesłania tegoż filmu, otrzymaliśmy dziś potwierdzenie tezy Davida Lyncha jako iż faktycznie Hollywood jest piekłem. Piekłem dającym sławę i pieniądze jednak zabierającym zdrowie oraz szczęście. Chociaż może nie ograniczajmy się jedynie na Hollywoodzie?
    Robina Williamsa na pewno będzie mi bardzo brakować. Zapamiętam go jako wrażliwego i wesołego człowieka, który gdzieś głęboko, za maską uśmiechu i przebojowości krył ból codziennego zmagania się z własnymi słabościami.

Robin Williams 1951 - 2014

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz